walbrzych.dlawas.info - Górnik Zamek Książ Wałbrzych zakończył okres przygotowawczy przed nowym sezonem. Wałbrzyszanie rozegrali sześć spotkań kontrolnych. Same wyniki w sparingach mają jednak drugorzędne znaczenie. Znacznie ciekawsze jest to, co przez niespełna miesiąc można było zobaczyć w grze przebudowanego zespołu Andrzeja Adamka.
Wałbrzyszanie rozpoczęli preseason 17 sierpnia. Od pierwszego treningu do ostatniego sprawdzianu z GTK Gliwice minęło niespełna sześć tygodni. W tym czasie zespół pracował nad przygotowaniem fizycznym, wprowadzał nowe rozwiązania taktyczne i przede wszystkim zgrywał mocno przebudowany skład. Sparingi były okazją do sprawdzenia różnych ustawień i podziału ról przed rozpoczęciem rywalizacji o ligowe punkty.
Bilans to sześć meczów, cztery zwycięstwa i dwie porażki. Górnik pokonał Sršni Photomate Písek 90:78, Zastal Zielona Góra 86:76, BC Prievidza 86:75 oraz GTK Gliwice 96:88. Lepsi od biało-niebieskich okazali się BK KVIS Pardubice (87:100) oraz Stal Ostrów Wielkopolski (62:79).
W sześciu spotkaniach Górnik zdobywał średnio 84,5 punktu, tracąc 82,7. Więcej o sposobie gry zespołu mówią jednak statystyki z pięciu sparingów, z których dysponujemy pełnymi danymi, choć pięciu spotkań kontrolnych nie można stawiać na równi z całym sezonem ligowym.
Nie wszystkie liczby wyglądają lepiej niż w poprzednich rozgrywkach. Najbardziej rzuca się w oczy skuteczność rzutów wolnych. Górnik wykorzystał tylko 74 ze 112 prób, czyli 66,1 proc. W dwóch poprzednich sezonach ligowych Wałbrzyszanie osiągali odpowiednio 69 i 69,8 proc. Różnica nie jest ogromna, ale w wyrównanych spotkaniach kilka niewykorzystanych prób może mieć znaczenie.
Górnik notował sporą liczbę strat – 14,8 na spotkanie. To więcej niż 13,1 w poprzednim sezonie i 11,1 dwa lata temu. Zespół zbierał średnio 36,6 piłki, w tym 12,4 w ataku. Pod względem wszystkich zbiórek wynik był więc zbliżony do dwóch poprzednich sezonów, kiedy średnie wynosiły 37,7 i 37,9. Więcej było natomiast zbiórek na atakowanej tablicy – przed rokiem Górnik notował ich 10,1, a dwa lata temu 11,4.
Znacznie niższa niż w dwóch poprzednich sezonach ligowych była natomiast liczba przechwytów – 4,8 na mecz wobec 7,5 przed rokiem i 6,9 dwa lata temu. To kolejny element, który warto obserwować już w meczach o punkty, bo pięć sparingów to zdecydowanie za mała próba, by wyciągać z niego daleko idące wnioski.
Jednak znacznie optymistyczniej wyglądają liczby dotyczące ofensywy. Wałbrzyszanie trafiali 48,7 proc. rzutów z gry, w tym 58 proc. za dwa i 35,9 proc. za trzy. Dla porównania w poprzednim sezonie ligowym było to odpowiednio 44,7, 53,4 oraz 30,4 proc. Górnik podczas przygotowań grał więc skuteczniej, a szczególnie dobrze radził sobie w ataku.
W nowym Górniku nie chodzi wyłącznie o częstsze rzucanie z dystansu. Wałbrzyszanie potrafili zdobywać punkty na różne sposoby, a większa liczba zawodników mogących stworzyć zagrożenie na obwodzie otwierała również więcej miejsca bliżej kosza. To właśnie połączenie skuteczności za dwa i za trzy jest na tym etapie ciekawsze niż sam procent zza łuku. Najbardziej jaskrawym wyjątkiem był mecz ze Stalą. Wałbrzyszanie trafili w nim zaledwie 3 z 25 rzutów za trzy i zatrzymali się na 62 punktach. W pozostałych czterech spotkaniach z pełnymi statystykami zza łuku było już 43/103, czyli 41,7 proc. Porażka z ostrowianami pokazała więc również, jak wiele w ofensywie Górnika może zależeć od skuteczności na obwodzie.
Pierwsze skrzypce pod tym względem grał Trey Diggs. Amerykanin był najlepszym strzelcem Górnika w każdym z sześciu sparingów, a przygotowania zakończył ze średnią 21,5 punktu. Łącznie trafił aż 27 razy zza łuku, czyli średnio 4,5 razy na spotkanie. Najlepszy występ zanotował przeciwko Prievidzy – zdobył 27 punktów i sześciokrotnie trafił za trzy. Co istotne, nie był to pojedynczy strzelecki wyskok. Diggs punktował regularnie przez praktycznie cały okres przygotowawczy i już na tym etapie pokazał, że może być jednym z głównych adresatów akcji kończonych rzutem z dystansu.
Diggs był zdecydowanym liderem strzeleckim, ale nie jedynym zawodnikiem regularnie dostarczającym punktów. Dwucyfrowe średnie osiągnęli również Mike Scott i AJ Rohosy – po 11 punktów, Kenny Goins – 10,6 oraz Leemet Böckler – 10,3. W poprzednich sezonach trudno było przewidzieć, kto danego wieczoru będzie najlepszym strzelcem Górnika. Tegoroczne przygotowania przyniosły pod tym względem zupełnie inny obraz. Diggs prowadził zespół w punktach w każdym z sześciu sparingów, a jednocześnie czterech kolejnych zawodników zakończyło preseason z dwucyfrową średnią.
Wyraźnie zarysowała się także rola Scotta. Rozgrywający w pięciu spotkaniach z pełnymi statystykami rozdał 43 asysty, co daje średnią 8,6. Szczególnie wymowne były dwa ostatnie sprawdziany. Przeciwko Prievidzy miał 12 asyst, a z GTK do 20 punktów dołożył kolejnych 11. Łącznie w dwóch ostatnich sparingach 23 razy otwierał kolegom drogę do punktów. Scott nie musi więc być zawodnikiem, który każdego wieczoru będzie należał do najlepszych strzelców. W sparingach znacznie mocniej zaznaczał swoją obecność jako organizator gry. Przy Diggsie, Böcklerze, Goinsie czy Rohosym mających kończyć akcje taki podział obowiązków wydaje się naturalny.
Zresztą liczba asyst całego zespołu jest jednym z ciekawszych elementów przygotowań. Górnik notował ich średnio 21,4. W poprzednich dwóch sezonach ligowych było to 17,1 oraz 17,7. Różnica jest na tyle duża, że warto ją odnotować, nawet pamiętając o niewielkiej próbie. W pięciu analizowanych spotkaniach Wałbrzyszanie czterokrotnie przekraczali granicę 20 asyst. Nie był to więc efekt jednego meczu mocno podbijającego średnią, ale zjawisko powtarzające się przez niemal cały okres przygotowawczy. Piłka krążyła, a kreowanie pozycji nie ograniczało się wyłącznie do Scotta, choć to właśnie on odpowiadał za największą część tego elementu gry.
Ostateczny bilans 4-2 można więc potraktować przede wszystkim jako tło. Sparingi pokazały Górnika skuteczniejszego w ataku, chętnie dzielącego się piłką i mającego kilka źródeł punktów. Pokazały również rzeczy wymagające poprawy – straty, rzuty wolne oraz momenty, w których przy słabszym rzucie ofensywa potrafiła mocno wyhamować.
Trzeba jednak pamiętać, że zespół, który przystąpi do rozgrywek będzie nieco inny niż ten ze sparingów. Do zespołu dołączył Ron Curry, sprowadzony w miejsce kontuzjowanego Ike'a Smitha. Amerykanin nie uczestniczył w przygotowaniach, a jego obecność może wpłynąć zarówno na rozkład punktów, jak i kreowanie gry na obwodzie.
Najważniejsza weryfikacja dopiero jednak przed biało-niebieskimi. Od 5 października przedsezonowe liczby zostaną skonfrontowane z ligową rzeczywistością, a pierwszą odpowiedź na pytanie, ile z tego, co oglądaliśmy w sparingach, uda się przenieść do PGE Basket Ligi, Górnik dostanie we Włocławku w starciu z Anwilem.
Sławomir Skonieczny
<-- Cofnij