walbrzych.dlawas.info - W meczu piątej kolejki PGE Basket Ligi Górnik Zamek Książ Wałbrzych podejmował na własnym parkiecie Kinga Szczecin. Znakomity mecz rozegrał AJ Rohosy, jednak nie miał wsparcia w kolegach i to rywale wyjechali z Aqua Zdroju z wygraną 95:86.
Górnik Zamek Książ Wałbrzych - King Szczecin 86:95 (29:29, 15:23, 26:25, 16:18)
Górnik: Rohosy 21, 5 zb., 2 as., 4 prz., Scott 15 (3), 4 as., Nowakowski 9 (2), 6 zb., 5 as., 1 prz., Diggs 8 (1), 4 zb., 2 as., Goins 8 (2), 4 zb., 5 as., 1 prz., Szelążek 8 (1), 2 zb., Bojanowski 7, 4 zb., 2 as., Curry 7 (1), 1 zb., 1 as., 1 prz., Böckler 2, 4 zb., 5 as., Wyka 1, 1 zb., Puchalski 0.
Trener: Andrzej Adamek
King: Porter 18 (3), 4 zb., 5 as., 4 prz., Żołnierewicz 18, 9 zb., 2 as., 1 prz., Chassang 14 (3), 3 zb., 2 as., Sehnal 13 (3), 4 zb., 5 as., Reynolds 12 (2), 2 zb., 2 as., 1 prz., Gielo 9 (2), 2 zb., 2 as., Witliński 9, 8 zb., 1 as., Kostrzewski 2, 3 zb., 1 as., McCaffery 0.
Trener: Maciej Majcherek.
King Szczecin w środku tygodnia rozegrał bardzo trudny mecz w FIBA Europe Cup z francuskim SLUC Nancy Basket. Spotkanie wymagało od podopiecznych Macieja Majcherka sporego wysiłku, dlatego można było zastanawiać się, czy nie odbije się to na ich dyspozycji podczas niedzielnego starcia w Wałbrzychu. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Szczecinianie nie sprawiali wrażenia zmęczonych, a zwycięstwo nad Francuzami ewidentnie dodało im skrzydeł. King przyjechał do Aqua Zdroju w dobrych nastrojach i potwierdził swoją dyspozycję na parkiecie, rozgrywając bardzo dobre spotkanie.
Początek meczu należał jednak do gospodarzy. Górnik jako pierwszy zdołał wypracować kilkupunktową przewagę, prowadząc 19:11. Wałbrzyszanie mogli więc liczyć na to, że uda im się przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie już w pierwszej kwarcie. King szybko pokazał jednak, że nie zamierza pozwolić miejscowym na spokojne budowanie przewagi. Goście odpowiedzieli serią jedenastu punktów z rzędu, odwracając sytuację na swoją korzyść. W efekcie po pierwszych dziesięciu minutach na tablicy wyników widniał remis, a rywalizacja zaczynała się właściwie od nowa.
Wyrównany przebieg miała również większa część drugiej kwarty. Oba zespoły pozostawały blisko siebie, a żadnemu nie udawało się na dłużej odskoczyć przeciwnikowi. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Szczecinianie ponownie znaleźli sposób na przełamanie Górnika. Przy stanie 44:43 dla Kinga goście zaliczyli kolejny punktowy zryw, dzięki któremu powiększyli prowadzenie do 53:44. Był to ważny moment spotkania, ponieważ od tej chwili to właśnie przyjezdni zaczęli dyktować warunki rywalizacji.
Górnik nie potrafił już odzyskać prowadzenia, choć przez kolejne minuty starał się zmniejszać dystans do przeciwnika. King skutecznie odpierał te próby i nie pozwalał gospodarzom na odwrócenie losów spotkania. Szczecinianie utrzymywali wypracowaną przewagę także po przerwie. Po trzydziestu minutach gry prowadzili siedmioma punktami. Wałbrzyszanie znajdowali się w trudniejszym położeniu. Musieli nie tylko odrobić straty, ale również znaleźć sposób na coraz pewniej grających rywali.
Przewaga Szczecinian nie była przypadkowa. Jak przyznał po meczu trener Górnika Andrzej Adamek, goście okazali się bardziej zdecydowani w walce pod koszami i atakowaniu obręczy. – Byli dużo bardziej agresywni na tablicach, bardziej agresywni w penetracjach. Tych penetracji nam szczególnie brakowało – ocenił szkoleniowiec. Zwrócił również uwagę na różnicę w liczbie wykonywanych rzutów wolnych, których King oddał dwukrotnie więcej.
W decydującej części spotkania największym problemem Górnika okazała się skuteczność w ataku. Gospodarze próbowali gonić wynik, jednak kolejne minuty mijały, a różnica punktowa nie malała. Pierwsze punkty z gry w czwartej kwarcie Wałbrzyszanie zdobyli dopiero po czterech minutach. Wcześniej ich dorobek powiększyły jedynie dwa celne rzuty wolne. Przy takiej niemocy ofensywnej trudno było myśleć o skutecznym pościgu, szczególnie że King nie zamierzał zwalniać tempa.
W pewnym momencie przewaga gości wzrosła już do czternastu punktów (85:71). Wydawało się, że Szczecinianie mają sytuację pod kontrolą i spokojnie zmierzają po zwycięstwo. Górnik nie zamierzał jednak składać broni. Miejscowi podjęli jeszcze jedną próbę odwrócenia losów meczu, a ich wysiłki przyniosły efekt w postaci dziewięciu kolejnych zdobytych punktów. Wałbrzyszanie doprowadzili do stanu 83:88, dzięki czemu końcówka ponownie nabrała emocji. Pięciopunktowa strata oznaczała, że gospodarze wciąż mieli o co walczyć.
W najważniejszym momencie klasę pokazał jednak Przemysław Żołnierewicz. Reprezentant Polski najpierw zebrał piłkę po niecelnym rzucie Tomasza Gielo i skutecznie zakończył akcję, zdobywając dwa punkty. Chwilę później ponownie odegrał kluczową rolę, tym razem po drugiej stronie parkietu. Przechwycił piłkę, ruszył do kontrataku i dołożył kolejne dwa oczka. W ten sposób King błyskawicznie odpowiedział na zryw gospodarzy, odbierając im nadzieję na odrobienie strat. Ostatni akcent należał już do Zahira Portera, który celnym rzutem za trzy punkty przypieczętował zwycięstwo Szczecinian.
Szkoleniowiec Wałbrzyszan nie szukał jednak usprawiedliwienia wyłącznie w dobrej dyspozycji przeciwników. – Tak naprawdę myślę, że przegraliśmy ten mecz trochę wolicjonalnie – przyznał Adamek. Co ciekawe, pierwsze niepokojące sygnały zauważył jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. – Nie widziałem na rozgrzewce tego czegoś, co widywałem w poprzednich spotkaniach – powiedział trener Górnika.
Górnik przegrał mecz, ale to w jego szeregach wystąpił najlepszy zawodnik spotkania. Mowa o AJ Rohosym, który przeciwko Kingowi rozegrał swój najlepszy mecz w dotychczasowej karierze w PGE Basket Lidze. Amerykanin był zdecydowanie najjaśniejszym punktem wałbrzyskiego zespołu, choć jego znakomita dyspozycja nie wystarczyła do odniesienia zwycięstwa. Rohosy zdobył 21 punktów, trafiając dziewięć z jedenastu rzutów; do tego dołożył 5 zbiórek, 2 asysty i aż 4 przechwyty. Potrafił również skutecznie wykorzystywać swoją aktywność w ataku, wymuszając na przeciwnikach 7 przewinień. Całość przełożyła się na imponujący współczynnik efektywności eval wynoszący 27.
Sam Rohosy, mimo najlepszego indywidualnego występu w swojej dotychczasowej karierze w PLK, nie był zadowolony z postawy drużyny. – Myślę, że nie dorównaliśmy im energią. Mogliśmy grać bardziej zespołowo, częściej dzielić się piłką i nie polegać tak bardzo na naszych rzutach – ocenił Amerykanin, wskazując na problemy Górnika w starciu z fizycznie grającym Kingiem.
Występ Rohosy'ego zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na liczbę zdobytych punktów. Amerykanin zaznaczył swoją obecność również w defensywie, a cztery przechwyty najlepiej świadczą o jego zaangażowaniu po tej stronie parkietu. Był aktywny, walczył o każdą piłkę i starał się dawać drużynie kolejne okazje do zdobywania punktów. Niestety, tym razem zabrakło odpowiedniego wsparcia ze strony pozostałych zawodników Górnika. Indywidualnie Rohosy mógł być ze swojego występu zadowolony, ale zespołowo Wałbrzyszanie musieli pogodzić się z drugą porażką w sezonie.
W następnej kolejce biało-niebieskich czeka wyjazd do Dąbrowy Górniczej na mecz z niepokonanym do tej pory liderem. Spotkanie z MKS-em rozegrane zostanie 7 listopada o godzinie 15:00.
Sławomir Skonieczny
<-- Cofnij